Święto Książki – film półhumorytstycny
Są przedmioty, które wydają się oczywiste. Leżą spokojnie na półce, mają okładkę, grzbiet, kartki, czasem ilustracje, czasem tylko tytuł i ślady po dawnym właścicielu. A jednak wystarczy położyć taką książkę przed kilkoma osobami, by nagle okazało się, że każda z nich widzi coś zupełnie innego. Jedna zobaczy historię, druga cenę, trzecia zapach dzieciństwa, czwarta materiał do wystroju wnętrza, piąta po prostu kolejny przedmiot, który trzeba gdzieś przesunąć, bo nie ma już miejsca.
I może właśnie to jest w książkach najciekawsze.
Bo stara książka nigdy nie jest tylko starą książką. Dla jednych to zabytek kultury, dla innych dekoracja, dla jeszcze innych skarbiec wiedzy, sentymentu albo rodzinnych wspomnień. Są ludzie, którzy patrzą na nią jak na świętość. Są tacy, którzy od razu sprawdzają, czy ma pieczątkę, ekslibris i komplet tablic. Są tacy, którzy biorą ją do ręki i mówią: „ładna”. I są tacy, którzy pytają: „a da się to sprzedać?”.
Na Światowy Dzień Książki warto o tym przypomnieć. Nie tylko dlatego, że książka jest ważna. To wiemy od dawna. Bardziej dlatego, że książka jest jednym z ostatnich przedmiotów, które wciąż potrafią skupiać wokół siebie bardzo różne emocje. I właśnie dlatego bywa tak zabawna.
Jeden przedmiot, wiele światów
W antykwariacie widać to szczególnie wyraźnie. Ktoś przychodzi i bierze do ręki XIX-wieczny tom, jakby trzymał relikwię. Otwiera ostrożnie, niemal ceremonialnie, bada papier, ogląda oprawę, sprawdza, czy nie ma braków. Ktoś inny podchodzi do tej samej książki i mówi: „Ale pięknie by wyglądała na stoliku w gabinecie”. Jeszcze ktoś inny nie patrzy na oprawę, nie interesuje go papier, tylko pyta: „A to da się jeszcze czytać?”.
I wszyscy mają trochę racji.
Bo książki naprawdę żyją w wielu porządkach naraz. Są tekstem, ale są też przedmiotem. Są nośnikiem treści, ale też przedmiotem pamięci. Można je czytać, kolekcjonować, odziedziczyć, podziwiać, odzyskiwać z kartonów po strychu, kupować dla ilustracji, dla nazwiska autora, dla dawnej typografii albo po prostu dla tej dziwnej przyjemności obcowania z czymś, co przetrwało więcej niż niejeden człowiek.
To zresztą jedna z najzabawniejszych rzeczy w pracy z książkami: obserwować, jak bardzo różnimy się w patrzeniu na ten sam przedmiot. Jeden człowiek widzi w nim treść. Drugi wartość rynkową. Trzeci klimat. Czwarty kurz. Piąty problem logistyczny.
Czy książka jest do czytania? Owszem. Ale nie tylko
Istnieje taki cichy, uparty pogląd, że książka jest wyłącznie do czytania. Brzmi rozsądnie, szlachetnie, wręcz niepodważalnie. A jednak życie szybko pokazuje, że sprawa jest bardziej złożona.
Bo stara książka bywa czytana — to prawda. Ale bywa też oglądana, badana, porównywana, opisywana, ratowana, kupowana dla oprawy, dla ilustratora, dla wydania, dla podpisu, dla dedykacji, dla śladu dawnego właściciela. Czasem treść jest najważniejsza. Czasem równie ważne jest to, jak ta treść została kiedyś wydrukowana, oprawiona, ozdobiona, komu towarzyszyła i jaką drogę przeszła, zanim trafiła na dzisiejszą półkę.
Właśnie dlatego książka w antykwariacie nigdy nie jest wyłącznie „tekstem”. To obiekt z własnym losem. Nawet najskromniejszy tomik potrafi nieść więcej opowieści, niż widać na pierwszy rzut oka.
A przy tym wszystkim — nie oszukujmy się — książki bywają też po prostu śmieszne. Nie same z siebie, ale przez to, co ludzie z nimi robią i czego od nich oczekują. Dla jednych każda zagięta karta to niemal zamach na cywilizację. Dla innych zakładka z paragrafu reklamowego z 1978 roku jest równie fascynująca jak sama treść. Jedni szukają pierwszych wydań. Drudzy dobierają tomy pod kolor regału. Trzeci pytają, czy będzie taniej, skoro „książka jest stara”.
I tu zaczyna się komedia codzienności.
Stare książki uczą też czegoś o ludziach
Można by powiedzieć, że książki są lustrem swoich epok. To prawda. Ale równie prawdziwe jest to, że są lustrem ludzi, którzy dziś biorą je do rąk.
Ktoś otwiera stary atlas i od razu wraca pamięcią do dzieciństwa. Ktoś inny w książce kucharskiej widzi historię domu, którego już nie ma. Ktoś ogląda modlitewnik po babci i nagle bardziej niż tekst porusza go wyblakła wstążka albo podpis na wyklejce. Ktoś znajduje w tomie zasuszony kwiat i przez chwilę obcuje nie tylko z drukiem, ale z czyimś gestem sprzed kilkudziesięciu lat.
Wtedy książka przestaje być towarem, obiektem, egzemplarzem. Staje się śladem czyjegoś życia.
A przecież obok tego wszystkiego istnieje też spojrzenie całkiem współczesne: szybkie, praktyczne, konkretne. Ile kosztuje? Czy warto? Czy komplet? Czy da się sprzedać? Czy to rzadkie? Czy to jeszcze komuś potrzebne?
I znów — nie ma w tym nic złego. Także ten sposób patrzenia jest częścią losu książki. Książki nie żyją przecież poza światem. Krążą między półkami, domami, rodzinami, kolekcjonerami, handlarzami, czytelnikami, spadkobiercami i przypadkowymi przechodniami. Każdy z nich patrzy po swojemu. Każdy coś widzi. Każdy coś przeocza.
Światowy Dzień Książki to dobre święto także dla starych tomów
Gdy mówi się o czytaniu, bardzo często myśli się o nowościach, premierach, bestsellerach, świeżo pachnących egzemplarzach z księgarni. I bardzo dobrze. Ale Światowy Dzień Książki to równie dobra okazja, by spojrzeć na książki stare — te, które już dawno zakończyły swoją premierową młodość, ale wciąż potrafią przyciągać uwagę.
Bo stare książki mają jedną wielką zaletę: nie muszą już niczego udowadniać.
Nie ścigają się o miejsce na froncie nowości. Nie walczą o chwilowy rozgłos. Nie krzyczą. Po prostu są. Czekają. Czasem niepozorne, czasem pięknie oprawione, czasem zniszczone, czasem zadziwiająco świeże mimo wieku. I bardzo często okazuje się, że w tej ich spokojnej obecności jest coś bardziej trwałego niż w wielu rzeczach, które właśnie teraz wydają się ważne.
Może dlatego tyle osób wraca dziś do antykwariatów. Nie tylko po konkretny tytuł. Również po doświadczenie. Po kontakt z rzeczą, która ma wagę, fakturę, historię, zapach i własny rytm. W świecie coraz szybszym i bardziej bezcielesnym książka — zwłaszcza stara — przypomina, że kultura może mieć też ciężar dosłowny. Można ją wziąć do ręki. Otworzyć. Obejrzeć. Zostawić ślad palca na marginesie kurzu.
Książka śmieszy, wzrusza i dzieli ludzi na typy
Żartobliwa rolka o tym, jak różni ludzie patrzą na książki, działa właśnie dlatego, że wszyscy znamy te typy. Jest ten, który wącha książkę z nabożeństwem. Jest ten, który pyta tylko o cenę. Jest ten, który widzi „ładny bibelot do gabinetu”. Jest ten, który natychmiast zaczyna opowiadać, że „miał kiedyś podobną po dziadku”. Jest ten, który przerzuca kartki z prędkością wichury. Jest i ten, który bierze do ręki piękny stary tom i z rozbrajającą szczerością mówi: „To wszystko po niemiecku?”.
Te drobne sceny są zabawne, bo prawdziwe. A zarazem pokazują coś więcej: książka nadal wywołuje reakcję. Nadal nie jest obojętna. Nadal potrafi uruchomić pamięć, zachwyt, chciwość, sentyment, ciekawość, wzruszenie albo zwykłe zdziwienie.
I może właśnie to jest najlepsza wiadomość na święto książki.
Bo dopóki książka budzi emocje — nawet bardzo różne — dopóty naprawdę żyje.
Patrząc na książkę, zawsze patrzymy też na siebie
W gruncie rzeczy nie chodzi tylko o to, że różni ludzie inaczej patrzą na stare książki. Chodzi o coś jeszcze ciekawszego: że każdy, patrząc na książkę, ujawnia trochę siebie.
Jednego interesuje wiedza. Drugiego piękno. Trzeciego wartość. Czwartego wspomnienie. Piątego sam fakt posiadania czegoś starego. Szóstego historia druku. Siódmego to, czy egzemplarz jest „do kompletu”. Ósmego po prostu to, czy książka go porusza.
A książka to wszystko przyjmuje bez protestu. Jest cierpliwa. Daje się czytać, oglądać, wyceniać, wspominać i kolekcjonować. Czasem milczy przez dziesięciolecia, by nagle trafić na kogoś, kto otworzy ją dokładnie w tym momencie, w którym trzeba.
Dlatego stare książki są czymś więcej niż dawnym papierem. Są miejscem spotkania: tekstu z przedmiotem, przeszłości z teraźniejszością, pamięci z rynkiem, powagi z humorem.
I może właśnie dlatego tak dobrze nadają się na rolkę z przymrużeniem oka. Bo książka wcale nie obraża się na żart. Przeciwnie. Książka, która przetrwała dziesiątki lat, widziała już zapewne znacznie więcej niż my. Na Światowy Dzień Książki warto pamiętać, że książki nie są tylko do czytania. Są także do pamiętania, oglądania, kolekcjonowania, odzyskiwania i opowiadania. A przede wszystkim — do spotkania. Nawet jeśli każdy z nas widzi w nich coś trochę innego.
- Views11038
- Likes0







