Przedwojenne książki polskie – niektóre są cenne i interesujące, inne choć stanowią pamiątkę merkantylnie są niewiele warte i nie mogą być kupione przez antykwariat.

Przeglądając bogactwo przedwojennych książek polskich, zawsze doznaję nostalgicznego dreszczu, który przypomina mi, że nieodłącznym elementem obcowania z tymi woluminami jest zetknięcie się z historią w jej najbardziej namacalnej formie. W tym artykule pragnę zwrócić uwagę na kilka aspektów kształtujących zarówno wartość rynkową, jak i poznawczą starych druków, które powstały na ziemiach polskich między rokiem 1918 a 1939. Wiele spośród tych egzemplarzy odznacza się unikalnym pięknem – nie tylko z uwagi na treść, lecz także za sprawą eleganckiego opracowania graficznego, często wykonanego przez wybitnych ilustratorów i typografów. Jednakże sporo z nich, choć ma niezaprzeczalny walor sentymentalny czy dokumentalny, bywa ocenianych jako nieszczególnie atrakcyjne z punktu widzenia rynku antykwarycznego.
Rozpoczynam od uwagi ogólnej, choć fundamentalnej. Wytwarzanie książek w dwudziestoleciu międzywojennym podlegało licznym przemianom technologicznym i artystycznym. Rozkwit polskiej sztuki wydawniczej – zwłaszcza w sferze literatury pięknej, ale też w obszarze ambitnych publikacji naukowych – stanowił istotne zjawisko w kulturze narodowej tamtej epoki. Typografia, zdobnictwo, poziom edytorski oraz staranna korekta tekstu sprawiły, że liczne tytuły z tego okresu do dzisiaj przyciągają uwagę kolekcjonerów i koneserów.
Nie każda książka z epoki posiada jednak jednakową wartość. Podziały ujawniają się na wielu płaszczyznach, a antykwariusze często rozpoznają subtelne różnice, niedostrzegalne dla osób z zewnątrz. Właściciel kameralnego antykwariatu nierzadko odmawia przyjęcia starych druków, jeśli dostrzega, że będą one trudne w sprzedaży bądź nie przyniosą zysku adekwatnego do poniesionych kosztów przechowywania. Dlatego nie wystarczy metryka z rokiem 1932 czy 1937, by dany wolumin osiągnął wysoką cenę. Istnieje cały zespół czynników, o których musi pamiętać każdy, kto pragnie zgłębić tajniki antykwarycznego rynku przedwojennych poloników.
W pierwszej kolejności skupiam się na strefie najcenniejszych książek z dwudziestolecia międzywojennego. Mam tu na myśli pozycje wybitne, sporadycznie pojawiające się na aukcjach, a niekiedy wręcz prawie niedostępne w handlu ze względu na swą rzadkość. Przykłady obejmują pierwsze wydania ważnych autorów polskiej literatury modernistycznej i dwudziestowiecznej – Brunona Schulza, Witkacego czy poetyckie debiuty młodopolskich twórców, którzy współtworzyli pejzaż literacki tamtego okresu. Rzecz jasna, nie ignoruję także mniej głośnych, lecz równie cennych opracowań naukowych, monografii historycznych i publikacji artystycznych, jakie sygnowali wybitni uczeni i artyści.
Dzieła te wyróżniają się nie tylko ze względu na nazwisko autora, ale również dzięki jakości wydania. Pamiętam egzemplarz „Sanatorium pod Klepsydrą” Schulza, który przyciągał wzrok unikalną okładką i zachwycał starannością typograficzną. Mimo że stan zachowania nie był idealny – strony lekko pożółkły, a krawędzie okładki w kilku miejscach się wystrzępiły – to właśnie ten drobny rys autentyczności przydawał mu uroku. Wartość rynkowa książki, zwłaszcza w takiej formie, utrzymuje się bardzo wysoko, ponieważ stanowi ona rzadki przykład interakcji między oryginalną szatą graficzną a wyrazistą treścią. Analogicznie wygląda sytuacja w przypadku pierwszych wydań poezji Skamandrytów, których nakłady nierzadko były niewielkie. Kruchość papieru oraz stosunkowo niedługa historia przechowywania każą przypuszczać, że egzemplarze przetrwały jedynie w mocno ograniczonej liczbie.
W przypadku literatury naukowej wydawanej w tamtym okresie, wysokie notowania rynkowe osiągają zwłaszcza publikacje związane z rozwojem nowych dyscyplin lub przełomowymi badaniami. Z punktu widzenia historyka sztuki przykład stanowią publikacje na temat polskiego malarstwa i rzeźby, w tym katalogi wystaw lub szczegółowe monografie. Przedwojenne albumy, zawierające oryginalne reprodukcje dzieł malarskich, często odciskane w pracowniach specjalistycznych, mają dziś wartość nie tylko dokumentalną. Są one również estetycznym świadectwem tego, jak wówczas rozumiano kunszt reprodukcji, co wpływa na unikatowość takiego wydawnictwa. Rynek je ceni, a antykwariaty chętnie przyjmują, o ile zachowały się w zadowalającym stanie.
Stan zachowania to, jak wiadomo, kwestia kluczowa dla potencjalnych nabywców. Przedwojenne książki polskie nierzadko trafiły na strychy, do piwnic i innych miejsc o ekstremalnych warunkach mikroklimatycznych. Skutkiem tego bywały poważne zniszczenia, takie jak zawilgocenia, ataki grzybów czy przetarcia. Oprawy, zwłaszcza te wykonane z delikatniejszych materiałów, potrafią popękać i rozkleić się pod wpływem czasu. Kolekcjonerzy, którzy polują na egzemplarze w idealnym stanie lub niemal perfekcyjnym, płacą za nie krocie. Natomiast woluminy podobne, choć z mocnymi uszkodzeniami, tracą na wartości w oczach handlu antykwarycznego – nawet jeżeli wciąż posiadają rzadkie treści. Można się z tym nie zgadzać, jednak taka bywa praktyka rynkowa.
Z drugiej strony istnieje szeroka kategoria przedwojennych książek, które – mimo upływu lat – wciąż nie należą do tytułów poszukiwanych przez bibliofilów. Wiele z nich ma charakter użytkowy, np. poradniki rolnicze, instrukcje gospodarcze, starsze podręczniki szkolne lub masowo drukowane powieści o wątpliwej wartości literackiej. Pamiętam, jak w jednym antykwariacie właściciel z rezygnacją wskazywał na całą półkę takich pozycji. Zwracał uwagę, że pomimo ponadprzeciętnego wieku i niezłego stanu fizycznego, nie zyskały żadnego zainteresowania, a próby sprzedaży często kończyły się niepowodzeniem. Książki tego rodzaju przypominają nam, że czas nie zawsze nobilituje każdy druk. Niektóre tytuły nie przejawiają znaczenia ani dla badaczy, ani dla kolekcjonerów – pozostają jedynie etnograficznym curiosum, które bywa jednak przedmiotem zainteresowania wąskiej grupy pasjonatów dawnych obyczajów czy historii gospodarczej.
Najczęściej do tej kategorii zalicza się również liczne wydania tanich sensacyjnych powieści, romansów popularnych w latach 30. ubiegłego stulecia, czy jarmarcznych broszur religijnych. Ich egzemplarze pojawiają się na pchlich targach w wielkich pudłach, gdzie ceny bywają symboliczne, często zaledwie w okolicach kosztów przechowywania. Właściciele antykwariatów mają w tych przypadkach pełną świadomość, że nakłady takich druków były wielkie, a trwała wartość poznawcza – marginalna. Można usłyszeć pytanie: „Po cóż mam to kupować? Nikt tego nie przeczyta, nikt też nie zapłaci kwoty, która zrekompensuje mój nakład pracy i miejsca na półce”. Rozumiem tę postawę, bo rynek jest bezlitosny i kieruje się zapotrzebowaniem na dany tytuł, jego stan i walory bibliofilskie.
Pewne publikacje, choćby słabe literacko, nieoczekiwanie zyskują znaczenie historyczne lub sentymentalne z uwagi na kontekst, w którym powstały. Nie należy lekceważyć wagi egzemplarzy, które przetrwały zawieruchę dziejową ze stemplami okupacyjnymi, z egzotycznymi pieczątkami dowodzącymi tego, że przewędrowały pół Europy. Takie książki, choć same w sobie nie stanowią arcydzieła literatury, ukazują niełatwe losy posiadaczy i często rozpalają wyobraźnię kolekcjonerów-fascynatów. Przykład stanowi niewielki „Modlitewnik polowy” przeznaczony dla żołnierzy Wojska Polskiego w 1939 roku, znaleziony przeze mnie w pewnym podkarpackim antykwariacie. Sam tekst nie wyróżniał się niczym szczególnym poza swoją funkcją, ale liczne pieczątki frontowe i notatki na marginesach świadczyły o dramatycznych losach właściciela. Do dziś wspominam wzruszenie, jakie odczułem, gdy przeglądałem te zapiski, bowiem przemawiały bardziej wymownie niż niejeden pokaźny tom historyczny. Wzbogacały wiedzę o tym, w jaki sposób polscy żołnierze przeżywali tamten trudny okres.
Podobnie wyglądają losy niektórych druków z dedykacjami lub podpisami autorów. W dziedzinie księgoznawstwa cenimy egzemplarze sygnowane przez wybitne postaci kultury. Jeżeli przedwojenna powieść albo tomik wierszy zawiera autograf, wówczas staje się unikatowym nośnikiem relacji między pisarzem a czytelnikiem, bądź pamiątką wydarzenia literackiego. Znam kolekcjonera, który specjalizuje się niemal wyłącznie w wyszukiwaniu takich egzemplarzy. Kilkakrotnie opowiadał mi o trudnościach związanych z ustaleniem autentyczności podpisów, weryfikacją występowania ewentualnych wariantów. Zdarza się bowiem, że popularni autorzy z lat 30. bywali nagminnie fałszowani. Fałszerze stosują różne chwyty, aby podnieść wartość książki, a antykwariusze muszą zachowywać czujność i znać wszelkie niuanse stylu pisma danego literata.
W tym miejscu docieram do zagadnienia, które zawsze mi bliskie: rola ilustracji i oprawy graficznej. Przedwojenne wydawnictwa polskie zachwycają różnorodnością stylów: od secesyjnych ornamentów, poprzez ekspresjonistyczne drzeworyty, aż po art déco i modernistyczną prostotę. Niektórzy ilustratorzy, jak Zofia Stryjeńska, Eugeniusz Eibisch czy Władysław Skoczylas, tworzyli dzieła, które do dzisiaj wspomina się z podziwem. Gdy trafiam na starannie wydany album z reprodukcjami malarstwa polskiego w tekach formatu folio lub na książkę okraszoną sztychami Jana Rubczaka, czuję niemal rytualny rodzaj fascynacji. Książka staje się wówczas nie tylko nośnikiem treści, lecz także niezależnym obiektem sztuki – jej urok bowiem bierze się z harmonijnego spotkania słowa i obrazu. Nic dziwnego, że takie pozycje wysoko cenią nie tylko miłośnicy literatury, lecz także kolekcjonerzy grafiki. W rezultacie egzemplarze z zachowaną oryginalną oprawą, niewyciętymi ilustracjami i nienaruszonymi kartami potrafią osiągać zaskakujące ceny.
Oczywiście w świecie antykwarycznym pojawiają się też fałszerstwa i praktyki konserwatorskie na granicy dopuszczalności. Z tymże zawsze zalecam ostrożność i korzystanie z opinii doświadczonych ekspertów. Książki o podwyższonej wartości bywają bowiem celem fałszowania: handlarze próbują „podrasować” egzemplarz, dorabiając mu brakujące karty w sposób trudny do wykrycia. Doszywane obwoluty, retuszowane zabrudzenia czy preparowane autografy stanowią niestety nieraz ponurą rzeczywistość rynku. Dla znawców takie zabiegi, jeśli tylko zostaną zauważone, znacząco obniżają wartość i wiarygodność woluminu. Każdemu poszukiwaczowi rzadkich egzemplarzy przedwojennej książki polskiej radzę zatem dociekać oryginalności i weryfikować spójność fizycznej budowy książki z jej opisem. Konsultacje z renomowanymi antykwariatami, przegląd katalogów dawnego polskiego drukarstwa, a czasem nawet sięgnięcie po ekspertyzę biegłego z dziedziny konserwacji papieru – to wszystko ułatwia uniknięcie przykrych niespodzianek.
Warto również przyjrzeć się losom wielu bibliotek – prywatnych, dworskich, ale także publicznych i kościelnych – które były rozpraszane w różnych okresach historii. Po zakończeniu II wojny światowej i w czasach Polski Ludowej sporo cennych księgozbiorów bądź to uległo zniszczeniu, bądź zostało rozproszonych w trudnych do prześledzenia okolicznościach. W niektórych przypadkach rodziny dziedziczące takie zbiory nie miały świadomości, że posiadają unikaty z lat 20. i 30. Dlatego dzisiaj co jakiś czas wypływają pojedyncze egzemplarze z dawnej cennej kolekcji, za każdym razem stanowiąc swego rodzaju sensację na lokalnym rynku antykwarycznym. Książka wraz z egzotycznym ex librisem potrafi przyciągnąć niebywałą uwagę, nawet jeżeli jej treść nie przynależy do klasyki literackiej. Znów kłania się w tym momencie kontekst historyczny i unikatowość egzemplarza.
Rozgraniczanie ksiąg wartościowych i tych, których antykwariat nie chce przyjąć, nie powinno sprowadzać się wyłącznie do ocen typowo merkantylnych, choć rozumiem, że handel nimi jest immanentną częścią rynku. Dla mnie i wielu moich znajomych najistotniejszy pozostaje aspekt kulturalny i historyczny. Spora część przedwojennej produkcji wydawniczej należy do „zwykłych” druków, jednakże posiada one potencjał dokumentacyjny. Mogą oddawać mentalność epoki, pokazywać język, styl życia i myślenia, a nawet system wartości typowy dla II Rzeczypospolitej. W takiej sytuacji interesują się nimi raczej biblioteki i badacze, niż prywatni kolekcjonerzy – tu nie zawsze wchodzi w grę znaczna wartość rynkowa, lecz raczej materialne świadectwo realiów historycznych.
Pomiędzy skrajnościami – książkami bezcennymi i książkami, którymi nikt się nie interesuje – rozpościera się szeroki środek. Właśnie tam odnajduję wiele tytułów, które zasługują na większą popularność. Niekiedy posiadają walor literacki bądź artystyczny, ale nie stały się obiektem szerokiego obiegu aukcyjnego. Bywają lekturą uzupełniającą dla badaczy, ale przez długi czas nie doczekały się należytej monografii czy reprintu. Podczas poszukiwań w antykwariatach spotykam się z wieloma takimi książkami i niezmiennie intryguje mnie, dlaczego pewne obszary pozostają ciągle w cieniu. Odpowiedź często okazuje się prozaiczna: brak dobrego opracowania, nieobecność w programach nauczania, a także niska świadomość społeczna na temat istnienia danej publikacji.
Mogę także wskazać przykłady wydawnictw lokalnych, tworzonych przez małe oficyny na Kresach, które w dwudziestoleciu międzywojennym dzielnie utrwalały kulturę i historię regionu. Wielu antykwariuszy traktuje je z pewną dozą rezerwy, choć czasem właśnie tam tkwi klucz do zrozumienia specyficznego krajobrazu społecznego. Wspomniane oficyny, pozbawione wielkich nakładów finansowych, drukowały niewielkie ilości egzemplarzy, przez co dziś te książki bywają niezwykle trudne do znalezienia. Paradoksalnie jednak bez znajomości kontekstu nie wszyscy potrafią dostrzec w nich cenny nabytek. Moja rada jest taka: jeśli ktoś interesuje się dziejami konkretnego miasta lub powiatu, niech poszukuje właśnie takich tytułów, bo potrafią one zawierać unikatowe dane statystyczne, opisy obyczajów, listy ważnych osobistości i inne fascynujące detale.
Istnieją też egzemplarze, które mają wyjątkową wartość z uwagi na historię ich właścicieli – na przykład książki należące niegdyś do celebrytów międzywojennej Polski: aktorów, malarzy, kompozytorów czy polityków. Te egzemplarze często przechowują w sobie dramaty i triumfy swych poprzednich właścicieli, odzwierciedlając zmienne losy narodu w kontekście ciężkiej drogi przez dwie wojny i okres odbudowy. Dzięki nim można zrekonstruować sieć powiązań, przyjaźni i wpływów w kręgach artystycznych i towarzyskich. Niektóre z tych woluminów są podpisane, opatrzone odręcznymi notatkami czy szkicami na marginesach. Kolekcjonerzy potrafią pokonać wiele przeszkód, by stać się właścicielami takiej pamiątki – nawet jeżeli sama treść jest drugorzędna.
Warto finalnie podkreślić, że przedwojenne książki polskie stanowią klucz do zrozumienia epoki, w której wiele dziedzin życia kipiało od nowatorskich pomysłów i równocześnie zmagało się z licznymi problemami wynikającymi z odbudowy państwa. W tych woluminach odnajduję echa nadziei na rozwój kraju, patriotycznego uniesienia, tęsknoty za modernizacją, ale też głębokich podziałów społecznych. W jednych tytułach widzę dążenie do kreowania piękna i ponadczasowych wartości, w innych – stricte utilitarne cele, służące szybkiemu wzbogaceniu się wydawców. Książka staje się swoistym dokumentem czasów, a zarazem nośnikiem artyzmu, jeśli czuwa nad nią twórca wizualnej strony publikacji.
Tak oto buduje się złożony obraz przedwojennych książek polskich: od egzemplarzy oszałamiająco cennych, uchodzących za ozdobę najbardziej wyrafinowanych kolekcji, po zwykłe broszury, które niekiedy z hukiem lądują w pudełach z wyprzedaży i nie znajdują amatora nawet za symboliczną złotówkę. Ta rozpiętość wartości, zarówno handlowej, jak i historycznej, dowodzi, jak żywy jest krajobraz bibliofilski. Kolekcjonerzy starają się wyłowić perły, antykwariusze dbają o dobre praktyki kupieckie, a badacze historii książki dokumentują mnóstwo mniej znanych tytułów, wierząc, że ich odkrycie rozjaśni do dziś słabo rozpoznane aspekty kultury tamtej epoki.
Zapewniam, że każdy egzemplarz, nawet ten uznawany za nieprzydatny w obrocie, niesie w sobie fragment skomplikowanego, polifonicznego dziedzictwa II Rzeczypospolitej. Część z nich nigdy nie trafi na salony aukcyjne i nie przyniesie zysków swym posiadaczom, lecz pozostaje ważnym świadectwem dziejów wydawniczych i mentalności międzywojennego społeczeństwa. Fascynacja przedwojennymi publikacjami niegaśnie, a siła tej fascynacji kryje się nie tylko w wartościach rynkowych, lecz również w możliwości dotknięcia prawdziwego, autentycznego skrawka przeszłości – takiego, który potrafi odsłonić niepowtarzalny klimat dawnego świata.
W. J. (post gościnny – dane autora do wiadomości redakcji, ilustracje – Antykwariat Szarlatan Wrocław)
- Views172321
- Likes0










