„Poproszę o papier do pakowania…” — dowcip z „Muchy” z 1948 roku
Stary dowcip prasowy bywa czasem lepszym dokumentem epoki niż długi artykuł publicystyczny. W kilku kreskach, jednym geście i krótkim podpisie potrafi uchwycić coś, co w poważnym tekście rozpłynęłoby się w analizie. Tak jest z rysunkiem Edwarda Porządkowskiego opublikowanym w tygodniku satyrycznym „Mucha” w 1948 roku.
Na ilustracji widzimy księgarnię. Za ladą stoją książki, półki uginają się od tomów, w tle kolejka klientów. Nad wszystkim unosi się atmosfera miejsca, które powinno kojarzyć się z literaturą, czytaniem, kulturą, rozmową o książkach. Ale na pierwszym planie dzieje się coś zupełnie innego. Do ekspedientki podchodzi mężczyzna z butelką alkoholu i mówi:
„Poproszę o papier do pakowania…”
Żart jest prosty, ale działa bardzo dobrze. Klient nie przyszedł po książkę. Przyszedł do księgarni po coś, co pozwoli mu ukryć albo elegancko opakować butelkę. Księgarnia, świątynia papieru zadrukowanego, zostaje potraktowana jako źródło papieru użytkowego. Literatura przegrywa z alkoholem, kultura z praktyczną potrzebą, a książka z opakowaniem.
Ten dowcip jest zabawny, ale jednocześnie bardzo gorzki.
Rok 1948 to czas powojennej biedy, niedoborów, przebudowy państwa i społeczeństwa. Polska dopiero podnosiła się z ruin, a codzienność była pełna braków. Papier był towarem potrzebnym, ale nie zawsze łatwo dostępnym. Książka także była czymś więcej niż przedmiotem: była symbolem odbudowy kultury, edukacji, awansu społecznego, ale również narzędziem nowej propagandy. Księgarnia w takim świecie nie była tylko miejscem handlu — była częścią większego projektu: miała dostarczać lektury, formować czytelników, uczestniczyć w nowym porządku.
A tu przychodzi ktoś, kto widzi w niej przede wszystkim papier.
To właśnie jest siła satyry. Pokazuje, że wielkie hasła bardzo często rozbijają się o małe ludzkie potrzeby. Można mówić o kulturze, czytelnictwie, narodowej odbudowie, upowszechnieniu książki i nowym człowieku, ale zwykły człowiek przychodzi z butelką i pyta o papier do pakowania. W jednym zdaniu pojawia się cała ironia codzienności.
Warto zwrócić uwagę na samą scenę. Ekspedientka za ladą jest uśmiechnięta, może zaskoczona, może rozbawiona. Klient z butelką jest pewny siebie, pochylony do przodu, w rozmowie z kobietą. W tle widać innych ludzi — księgarnia żyje, jest przestrzenią publiczną, trochę sklepem, trochę miejscem spotkań. Na ścianie napis „Księgarnia” widoczny jest odwrócony, jakbyśmy patrzyli na wnętrze od strony witryny albo wejścia. Półki pełne książek tworzą tło dla sytuacji, w której książki okazują się zupełnie nieważne.
To typowy mechanizm dobrego rysunku satyrycznego: świat przedstawiony jest bardzo konkretny, ale pointa dotyczy czegoś szerszego. Nie śmiejemy się tylko z jednego klienta. Śmiejemy się z pewnego stosunku do kultury. Z tego, że książka bywa szanowana w deklaracjach, ale w praktyce przegrywa z butelką. Z tego, że papier może być ważniejszy jako opakowanie niż jako nośnik myśli.
Dla antykwariusza ten rysunek ma jeszcze jeden, dodatkowy smak. Bo antykwariat także jest miejscem, w którym papier ma wiele znaczeń. Papier może być książką, rękopisem, dokumentem, mapą, grafiką, listem, pocztówką, gazetą, drukiem ulotnym. Może być nośnikiem literatury, historii, prawa, pamięci rodzinnej, propagandy, sztuki, codzienności. Ale może być też czymś zupełnie zwyczajnym: makulaturą, opakowaniem, przekładką, materiałem do zawinięcia przedmiotu.
I czasem granica między jednym a drugim jest zaskakująco cienka.
W antykwariacie nieraz widzimy książki, które ktoś potraktował jak makulaturę, i makulaturę, która po latach okazuje się ciekawym dokumentem. Stare gazety służyły do pakowania, wyklejania szuflad, zabezpieczania porcelany, rozpalania w piecu. Druki, które kiedyś wydawały się nieważne, dziś bywają cennym świadectwem epoki. Reklama, ulotka, instrukcja, bilet, rachunek, zaproszenie, kartka z życzeniami — wszystko to mogło zostać wyrzucone jako papier. A jeśli przetrwało, zaczyna mówić.
Rysunek z „Muchy” dotyka więc czegoś bardzo antykwarycznego: niejednoznaczności papieru. Papier jest kruchy, tani, powszedni, łatwy do zniszczenia. A jednocześnie to właśnie papier przechowuje ogromną część naszej pamięci. Państwa, rodziny, szkoły, urzędy, pisarze, artyści, czytelnicy — wszyscy zostawiali ślady na papierze. Czasem były to wielkie książki. Czasem małe kartki. Czasem gazety z dowcipem, który po ponad siedemdziesięciu latach nadal jest czytelny.
„Mucha” była pismem satyrycznym, a więc działała w obszarze natychmiastowej reakcji na rzeczywistość. Dowcip miał rozbawić czytelnika tu i teraz. Ktoś w 1948 roku oglądał ten rysunek, uśmiechał się, może rozpoznawał podobne sytuacje z codzienności, może widział w nim żart z obyczajów, z alkoholowych nawyków, z braków zaopatrzeniowych albo z niewystarczającego szacunku dla książki. Dzisiaj patrzymy na ten sam rysunek inaczej. Jest nie tylko dowcipem. Jest małym dokumentem powojennego życia.
Satyra starzeje się różnie. Wiele żartów po latach przestaje działać, bo odnoszą się do spraw, których już nie pamiętamy. Inne, przeciwnie, zyskują nowy wymiar. Ten dowcip pozostaje zrozumiały, bo opiera się na napięciu, które nadal istnieje: między kulturą a użytkowością, między książką a papierem, między deklarowanym szacunkiem dla literatury a codziennym lekceważeniem rzeczy, które literaturę niosą.
Można ten rysunek czytać także jako opowieść o tym, że księgarnia — i szerzej: miejsce związane z książkami — zawsze znajduje się trochę między sacrum a handlem. Z jednej strony książka ma prestiż. Z drugiej jest przedmiotem, który leży na ladzie i kosztuje. Księgarnia jest miejscem kultury, ale także sklepem. Antykwariat jest miejscem pamięci, ale także miejscem transakcji. Ludzie przychodzą z bardzo różnymi potrzebami. Jedni szukają pierwszego wydania. Inni prezentu. Inni taniej książki do czytania. Jeszcze inni chcieliby po prostu zapytać, czy nie mamy pudełka, torby, papieru, czegoś do zapakowania.
Dowcip Porządkowskiego wyostrza tę sytuację do absurdu. Ktoś wszedł do księgarni i z całego bogactwa książek wybrał tylko papier jako materiał opakowaniowy. To trochę tak, jakby wejść do muzeum po gwoździa, do biblioteki po krzesło albo do galerii po ramę, nie interesując się obrazem. Śmieszne — ale dlatego, że wcale nie tak odległe od prawdy.
W tym rysunku jest też powojenny temat alkoholu, ukrywania, opakowywania butelki, być może także drobnej społecznej hipokryzji. Butelka jest widoczna, ale klient chce ją zawinąć. Nie chodzi o samą potrzebę papieru, ale o gest nadania jej pozoru przyzwoitości. Papier ma coś zakryć. A w księgarni papier zwykle odsłania: drukuje się na nim słowa, które mają być czytane. Tu papier ma zasłonić.
To piękna ironia: papier w świecie książki służy do ujawniania treści, a klient potrzebuje go do ukrycia treści butelki.
Rysunek z 1948 roku pokazuje również, jak ważna była kreska satyryczna w dawnej prasie. Zanim obrazki z internetu zaczęły krążyć w sekundę po całym świecie, gazety i tygodniki miały swoich rysowników, swoje stałe style, swoje drobne komentarze do codzienności. Jeden rysunek mógł zawierać obserwację obyczajową, polityczną aluzję i zwykły gag sytuacyjny. Podpis był krótki, ale cały ciężar żartu opierał się na relacji między obrazem a tekstem.
Tutaj podpis jest znakomity właśnie dlatego, że jest prosty. Nie tłumaczy za dużo. Nie moralizuje. Nie dopowiada: „klient nie interesuje się literaturą” ani „ludzie wolą alkohol od książek”. Wystarczy zdanie: „Poproszę o papier do pakowania…” Resztę widzimy sami. Butelka, księgarnia, ekspedientka, półki z książkami — wszystkie elementy składają się na pointę.
Takie stare dowcipy są dziś interesujące także dla kolekcjonerów prasy, ilustracji i grafiki użytkowej. Nie są tylko rozrywką. Są świadectwem języka wizualnego epoki. Pokazują, jak rysowano postacie, wnętrza, ubrania, gesty, przestrzenie miejskie i społeczne typy. W tym jednym rysunku mamy księgarnię, klienta, sprzedawczynię, kolejkę, butelkę, półki, ladę. To mała scena teatralna z życia powojennego miasta.
Dla bloga antykwariatu taki obiekt jest wdzięczny, bo łączy kilka naszych ulubionych tematów: starą prasę, książki, papier, humor, codzienność i materialne ślady minionego świata. Można potraktować go jako zabawny obrazek, ale można też zatrzymać się przy nim dłużej i zobaczyć, że jest w nim całkiem poważne pytanie: czym dla ludzi są książki?
Czy książka jest tekstem? Przedmiotem? Towarem? Papierem? Dekoracją? Narzędziem edukacji? Symbolem prestiżu? Makulaturą? Wszystkim naraz?
W zależności od sytuacji odpowiedź się zmienia. Dla autora książka jest dziełem. Dla drukarza — pracą. Dla księgarza — towarem i misją jednocześnie. Dla czytelnika — lekturą. Dla kolekcjonera — obiektem. Dla spadkobiercy opróżniającego mieszkanie — często problemem logistycznym. Dla klienta z dowcipu — potencjalnym źródłem papieru do zawinięcia butelki.
I właśnie dlatego ta scena jest tak dobra. Bo śmieje się z najniższego, najbardziej użytkowego spojrzenia na książkowy świat. Z widzenia książki nie jako treści, ale jako materiału. A jednocześnie każdy antykwariusz wie, że takie spojrzenie też istnieje i wcale nie jest rzadkie.
Ile razy książki po kimś trafiają do worków jak odpady? Ile razy całe biblioteki są traktowane jako problem do usunięcia? Ile razy papier, który przez lata przechowywał czyjąś pracę, pasję, naukę albo pamięć, zostaje uznany za zbędny ciężar? Antykwariat często zaczyna się właśnie tam, gdzie ktoś inny widzi tylko papier.
Można więc powiedzieć, że dowcip z „Muchy” pokazuje antykwariat od strony negatywu. W księgarni klient widzi papier do pakowania. W antykwariacie próbujemy zobaczyć w papierze coś więcej: książkę, druk, świadectwo, historię, ślad. Ale oba spojrzenia dotyczą tej samej materii. Papieru, który jest kruchy i łatwy do zlekceważenia.
Może dlatego stara prasa ma taki urok. Sama była przecież czymś przeznaczonym na chwilę. Gazetę kupowało się, czytało, odkładało, wyrzucało. Nikt nie zakładał, że pojedynczy numer satyrycznego pisma będzie po siedemdziesięciu kilku latach oglądany jako dokument. A jednak przetrwał. I dziś możemy z niego wyczytać nie tylko dowcip, ale również kawałek świata: sposób rysowania, język, obyczaje, tło społeczne, powojenny klimat.
W Antykwariacie Szarlatan lubimy takie obiekty, bo one przypominają, że historia nie zawsze przychodzi w monumentalnej formie. Czasem przychodzi jako żart na pożółkłym papierze. Jako rysunek w starym tygodniku. Jako podpis pod scenką z księgarni. Jako drobna pointa, która miała rozbawić czytelnika w 1948 roku, a dziś pozwala nam pomyśleć o relacji między książką, papierem i codziennym życiem.
Ten rysunek jest więc śmieszny, ale też bardzo trafny. Pokazuje, że papier może być nośnikiem kultury i jednocześnie czymś do pakowania. Że księgarnia może być miejscem literatury i zwykłym sklepem. Że człowiek może stać przed półkami pełnymi książek, a myśleć tylko o butelce. Że satyra najlepiej działa wtedy, gdy nie wymyśla świata od zera, tylko lekko przesuwa prawdziwą sytuację i odsłania jej absurd.
A może jest w tym jeszcze jedna lekcja dla dzisiejszego czytelnika. Gdy następnym razem weźmiemy do ręki starą gazetę, książkę, druk, pocztówkę albo pozornie zwykły kawałek papieru, warto nie oceniać zbyt szybko. To, co kiedyś mogło służyć do pakowania, dziś może być świadectwem epoki. To, co miało żyć jeden dzień, może przetrwać dekady. To, co wydawało się tylko żartem, może okazać się małym komentarzem do całej kultury.
Zapraszamy do obejrzenia tego dowcipu z „Muchy” z 1948 roku i do odwiedzenia Antykwariatu Szarlatan przy ul. Szczytnickiej 51 we Wrocławiu. Wśród książek, gazet, starodruków, dokumentów i przedmiotów z dawnych domów trafiają się właśnie takie drobiazgi — śmieszne, niepozorne, a po latach zaskakująco wymowne. Bo czasem cała epoka mieści się w jednym zdaniu:
„Poproszę o papier do pakowania…”
- Views3890
- Likes0









