Czas na… filiżankę.
Czas na herbatkę. Kawę, podwieczorek bądź inną drobną przyjemność. Wersja dzisiejsza, jakże częsta niestety: plastikowy kubek, chwycony naprędce w barze serwującym dania na wynos. Pospieszne przełknięcie zawartości tegoż kubka podczas marszu ulicami miasta. W pośpiechu, w chaosie miejskiego zgiełku… W domu – torebka ekspresowej herbaty zalana wrzątkiem z elektrycznego czajnika, dopijana na zimno przez parę godzin gdzieś pomiędzy obieraniem warzyw na obiad a rozwieszaniem prania.
Ten nasz codzienny pęd i wieczny ruch odebrał nam umiejętność celebrowania chwil takich jak właśnie popołudniowa herbatka. Nie mamy już czasu na gotowanie wody w samowarze, zaparzanie herbacianych liści w kamionkowym imbryku lub świeżo zmielonych ziaren kawy w przeznaczonym do tego tygielku… Nie wpatrujemy się beztrosko w kształty, jakie przybiera para unosząca się nad filiżanką… Właśnie – filiżanką!
Zagubiliśmy rytualność prostych czynności. W „galopującym” świecie przyzwyczailiśmy się do tego, że wartością nadrzędną jest wygoda i praktyczność. Estetyka i uduchowienie trochę jakby nam umknęły. Przypominamy sobie o nich, słysząc delikatne stuknięcie porcelanowej filiżanki odstawianej na spodeczek w antykwariacie…
Ola
- Views25671
- Likes0







